5:00 - dzwoni mój telefon. Chciałam zabić tego człowieka, który miał czelność wybudzić mnie z mojego snu. Z niechęcią, ale odebrałam. Już miałam się wydrzeć na tego tumana po drugiej stronie, gdy usłyszałam dojrzały kobiecy głos.- Przepraszam cię Annie, ale jesteś mi tu potrzebna. Dasz radę przyjść?
- Z kim ja w ogóle rozmawiam i gdzie oraz w jakim celu mam przyjść? - zapytałam.
- Oh, przepraszam. To ja, Harriet Smith.
Po chwili namysłu przypomniałam sobie kto to.
- Co się stało szefowo?
Szefowa - takie piękne słowo świadczące o tym, że posiadam pracę.
- Moja druga kasjerka złamała rękę i została bez pracownicy. Jeśli teraz przyjdziesz, to przez dwa tygodnie będziesz dostawała podwójną pensję.
Dzisiaj był czwartek. Miałam szkołę. No ale cóż...skoro SZEFOWA mnie potrzebuje, to chyba muszę jej pomóc. Po tej myśli zaśmiałam się, ale na tyle cicho, aby pani Harriet nie usłyszała.
- Zaraz będę - powiedziałam do słuchawki i się rozłączyłam.
Ubrałam zwykłe rurki, i czarny t-shirt. Na stopy wcisnęłam moje ulubione czarne trampki. Spojrzałam na zieloną bluzę spotkanego wczoraj chłopaka, którą rzuciłam po powrocie do domu na krzesło. Założyłam ją i uśmiechnięta zeszłam do kuchni. Ku mojemu zaskoczeniu siedziała tam mama.
- Hej mamuś - zagadałam i zrobiłam słodkie oczka.
Widziałam zdziwienie wymalowane na jej twarzy kiedy podniosła głowę znad gazety.
- Co ty robisz tak wcześnie na nogach? - zapytała.
- Jestem potrzebna w pracy.
- Monopolowy? Nie pochwalam tego.
- Już o tym rozmawiałyśmy - westchnęłam.
- Skoro ty tego chcesz... A co ze szkołą?
- Dzisiaj nie pójdę. Mamooooo, jestem już dorosła.
- Co mam zrobić z tobą? Idź już - westchnęła.
- Kocham cię.
- Ja ciebie też córeczko.
Już byłam przy wyjściu, gdy zobaczyłam ją za sobą.
- Dziecko? Co ty masz na sobie? - zapytała się mnie.
Spojrzałam na za dużą jak dla mnie zieloną bluzę i się uśmiechnęłam.
- Pogadamy jak wrócę okey?Pocałowałam ją w policzek i wyszłam zanim zdążyła coś powiedzieć.
Oczami May
Zadzwonił mój telefon, zastanawiałam się kto może coś ode mnie chcieć o godzinie 6.30 wstałam i zobaczyłam, że dzwoni moja najlepsza przyjaciółka Victoria.
- Hej.
- No hej, co jest powodem tego, że budzisz mnie o tej godzinie? - odezwałam się zaspanym głosem.
- Jestem w Londynie i pomyślałam żebyśmy mogły się spotkać.
- W sumie długo się nie widziałyśmy.
- Mów tylko, o której i gdzie - powiedziała Vicky.
- Może obok mojego liceum?
- Okej, tylko o której?
- Lekcje kończę o 15.30.
- Dobra, to bd czekała pod szkołą.
- Muszę już kończyć, do zobaczenia potem - powiedziałam i się rozłączyłam.Czas wstawać - pomyślałam, po czyn wstałam i poszłam do łazienki się umyć. Trochę mi to zajęło, ale zdążyłam. Gdy wysuszyłam włosy wyszłam z łazienki i podeszłam do szafy zastanawiając się co założyć. Wybrałam luźną bluzkę, do tego niebieskie rurki, i ulubione czarne Conversy. Następnie udałam się w kierunku pokoju Nicka.
- Nick, wstawaj czas do szkoły - rzekłam.
- Okej, już wstaje - odpowiedział.
- Jak się ogarniesz, to do idź kuchni zjeść śniadanie i pójdziemy do twojej szkoły.
- Dobra, już się zbieram.
Zeszłam na dół. W domu już nikogo nie było. W kilka minut przygotowałam kanapki dla mnie i mojego brata. Po chwili do kuchni przyszedł Nick, wziął kanapki i wyszliśmy. Po krótkim czasie drogi Nick zatrzymał się, po czym zapytał mnie o coś.
- Ej, May gdzie Annie?
- Wiesz, w sumie to nie wiem.
- Może poszła robić w tym monopolowym? - zastanowił się na głos.
- Być może. Chodź idziemy bo się spóźnimy.
Po 15 minutach dotarliśmy do szkoły.
- Młody, teraz na lekcje! - powiedziałam do Nicka.
- Już idę - odpowiedział mi z uśmiechem, po czym zniknął w murach jego liceum.
Następnie ruszyłam w stronę mojej szkoły. Po chwili byłam na miejscu, masakrycznie nie chciało mi się iść na te lekcje, ale musiałam. Wchodząc do szkoły zauważyłam moją znajomą z klasy Katherine , od razu do niej podeszłam, trochę rozmawiałyśmy, po chwili zadzwonił dzwonek i musiałyśmy iść na lekcje. Lekcje były tak nudne, że ciężko było wytrzymać. Cieszyłam się, że przynajmniej dzisiaj nikt mnie nie myli z moją siostrą bliźniaczką. Po lekcjach wyszłam przed szkołę, i kto tam na mnie czekał? Vicky. Od razu chciałam do niej podejść lecz ktoś mnie zaczepił. To był Alex, pytał się czy pamiętam że dzisiaj byliśmy umówieni. Powiedziałam, że tak i że o 18 miał być pod moim domem. Uśmiechnięty odszedł. Wtedy podeszłam do Vicky, od razu ją przytuliłam. Tak bardzo za nią tęskniłam. Ucieszyłam się, że możemy się zobaczyć. Nie widziałyśmy się prawie rok. Niestety bardzo rzadko się widywałyśmy, ale robiłyśmy to tylko wtedy kiedy to było możliwe.
- May! Tak długo cię nie widziałam, stęskniłam się strasznie! - wykrzyknęła moja przyjaciółka.
- Ja też, Chodź, przecież nie będziemy stać pod tą szkołą, tylko pójdziemy do mnie.
- Dobrze, prowadź.
No i poszłyśmy. Po 20 minutach byłyśmy na miejscu. Otworzyłam drzwi i zaprosiłam Vicky do środka. Pamiętałam, że o 18 miał być Alex, więc trzeba było się streszczać.
- Ej, Vicky, posłuchaj musimy te pogaduchy przełożyć.
- Dlaczego? - zapytała się
- O 18 przychodzi po mnie Alex.
- Rozumiem, że mam ci pomóc?
- No jakbyś mogła - uśmiechnęłam się
- Dawaj idziemy na górę - orzekła Vicky
Pobiegłyśmy na górę.
- May, idź pod prysznic - powiedziała dziewczyna
- Okej, już idę.
No i poszłam. Gdy wyszłam Vicky już czekała na mnie siedząc na moim łóżku z przygotowanymi ubraniami. Kazała mi założyć luźną sukienkę w kwiaty, żadna jakaś specjalna sukienka, po prostu zwyczajna. A do tego czarne koturny. Ubrałam się i wyszłam pokazać się Vicky. Chyba ją zamurowało.
- Booooooooże May, tak pięknie wyglądasz.Nie minęła minuta, a już było słychać dzwonek do drzwi. Przeprosiłam Vicky i podeszłam do nich, po czym je otworzyłam. Jak się domyślałam stał za nimi uśmiechnięty Alex.
Oczami Annie
Sklep nie był duży, był wielkości zwykłego spożywczaka. Moja praca wyglądała normalnie, aż do pewnego czasu. Koło 18 wszedł do środka dziwnie ubrany chłopak. Miał założony kaptur, długie czerwone spodnie, trampki (albo mi się wydawało, albo nie miał skarpetek) i okulary przeciwsłoneczne. Kupił najdroższy trunek i zaczął iść w stronę wyjścia, gdy się zawrócił i dziwnie na mnie popatrzył. Zawrócił się.
- Skąd masz moją bluzę? - zapytał.
Widać było, że w głowie łączy pewne fakty.
- To ty jesteś dziewczyną z deszczu? - zapytał.
Dziewczyna z deszczu? Gdy to usłyszałam poczułam coś dziwnego w okolicach brzucha.
- A ty znowu w kapturze? Nie jest ci gorąco? Dzisiaj taki upał, że ja ledwo wytrzymuję w bluzce na ramiączka - zaśmiałam się.
- Jest mi potrzebny.
- Do czego? - zapytałam
Chłopak rozejrzał się dookoła. W monopolowym nikogo nie było poza naszą dwójką. To chyba go zatysfakcjonowało. Zdjął okulary i kaptur. Ujrzałam jego mocno niebieskie oczy i jasno - brązowe włosy.
- Już wiesz kim jestem? - zapytał
Patrzyłam na niego, lecz znikąd go nie kojarzyłam.
- A powinnam?
Chyba moja odpowiedź go zdziwiła.
- Serio nie wiesz kim jestem?
- Nie. Chodzisz do mojej szkoły?
- Nie, ja już swoje w szkole wysiedziałem - uśmiechnął się ukazując szereg białych ząbków.
- To kim jesteś?
Chłopak chwilę myślał, kilka razy uśmiechnął się sam do siebie po czym odpowiedział.
- Mam na imię Louis.
Gdy to powiedział wyciągnął swoją dłoń w moim kierunku.
- Annie.
Chciałam ścisnąć jego rękę, ale nie zdążyłam. Chłopak obrócił moją dłoń i ucałował jej wierzch. Szczerze mówiąc nie spodziewałam się tego. Zabił mi porządnego ćwieka. Stałam i się na niego patrzyłam. Nie mogłam nic zrobić. Tak bardzo ten człowiek przede mną mnie onieśmielał. W końcu, na moje szczęście postanowił przerwać niezręczną ciszę.
- Już od dłuższego czasu tu przychodzę, ale ciebie pierwszy raz tu widzę.
- Zgadza się, b..bo zaczynam tu pracować dopiero od poniedziałku.
Brawa dla mnie. Teraz zacznę się jąkać. Cholera! Stoi przede mną istny anioł, a ja nawet nie umiem porządnie odpowiedzieć. Jeszcze raz sobie gratuluję...
- Z tego co się orientuję, to dziś mamy czwartek.
- Do czego? - zapytałam
Chłopak rozejrzał się dookoła. W monopolowym nikogo nie było poza naszą dwójką. To chyba go zatysfakcjonowało. Zdjął okulary i kaptur. Ujrzałam jego mocno niebieskie oczy i jasno - brązowe włosy.
- Już wiesz kim jestem? - zapytał
Patrzyłam na niego, lecz znikąd go nie kojarzyłam.
- A powinnam?
Chyba moja odpowiedź go zdziwiła.
- Serio nie wiesz kim jestem?
- Nie. Chodzisz do mojej szkoły?
- Nie, ja już swoje w szkole wysiedziałem - uśmiechnął się ukazując szereg białych ząbków.
- To kim jesteś?
Chłopak chwilę myślał, kilka razy uśmiechnął się sam do siebie po czym odpowiedział.
- Mam na imię Louis.
Gdy to powiedział wyciągnął swoją dłoń w moim kierunku.
- Annie.
Chciałam ścisnąć jego rękę, ale nie zdążyłam. Chłopak obrócił moją dłoń i ucałował jej wierzch. Szczerze mówiąc nie spodziewałam się tego. Zabił mi porządnego ćwieka. Stałam i się na niego patrzyłam. Nie mogłam nic zrobić. Tak bardzo ten człowiek przede mną mnie onieśmielał. W końcu, na moje szczęście postanowił przerwać niezręczną ciszę.
- Już od dłuższego czasu tu przychodzę, ale ciebie pierwszy raz tu widzę.
- Zgadza się, b..bo zaczynam tu pracować dopiero od poniedziałku.
Brawa dla mnie. Teraz zacznę się jąkać. Cholera! Stoi przede mną istny anioł, a ja nawet nie umiem porządnie odpowiedzieć. Jeszcze raz sobie gratuluję...
- Z tego co się orientuję, to dziś mamy czwartek.
- Co ty nie powiesz? - wybąknęłam oschle zanim jeszcze zdążyłam to przemyśleć.
Louis najwyraźniej to co powiedziały moje usta zaskoczyło równie dobrze jak mnie.
- Błagam, nie mów że powiedziałam to na głos.
- Chyba jednak tak - odpowiedział.
W sekundę ze zdziwienia przeszedł w śmiech. Jeszcze go nie znam, ale już wydaje mi się nieźle...no cóż...popierdolony? Tak, to może być dobrym słowem. Mimo to jego aura nadal mnie przyciągała.
- Co cię bawi? - wysyczałam.
Nie chciałam wrednie zabrzmieć, lecz samo tak wyszło.
- Rozmawiasz sama ze sobą? - zapytał przez śmiech.
- Zdarza się. Jednak zazwyczaj nie mówię tego na głos.
Chyba powinnam się już zamknąć zanim ośmieszę się bardziej. W dodatku jego to jeszcze mocniej rozbawiło. Chciałam to jakoś opanować.
- Miałam pracować tu od przyszłego tygodnia. Niestety druga kasjerka rano złamała rękę, a żeby sklep mógł być otwarty szefowa poprosiła mnie, abym dziś wyjątkowo przyszła.
Nareszcie powiedziałam coś sensownego.
- Rozumiem. Jutro cię nie będzie, prawda?
- Zgadza się - powiedziałam.
- Dopiero w poniedziałek?
Pokiwałam potwierdzająco głową.
- W takim razie do poniedziałku Annie. Przy okazji następnym razem wyjaśnisz mi czemu założyłaś moją bluzę - ostatnim słowom towarzyszył śmiech - teraz muszę już iść. Cześć.Powiedział i po prostu wyszedł.
Zostawił mnie samą z osłupiałą miną...
Oczami May
- Witaj - powiedziałam do Alexa.
- Pięknie dziś wyglądasz, ale weź strój na trening.
Trochę mnie szczerze mówiąc zszokował.
- No dobrze, tylko musisz chwilę poczekać. Może wejdziesz?Louis najwyraźniej to co powiedziały moje usta zaskoczyło równie dobrze jak mnie.
- Błagam, nie mów że powiedziałam to na głos.
- Chyba jednak tak - odpowiedział.
W sekundę ze zdziwienia przeszedł w śmiech. Jeszcze go nie znam, ale już wydaje mi się nieźle...no cóż...popierdolony? Tak, to może być dobrym słowem. Mimo to jego aura nadal mnie przyciągała.
- Co cię bawi? - wysyczałam.
Nie chciałam wrednie zabrzmieć, lecz samo tak wyszło.
- Rozmawiasz sama ze sobą? - zapytał przez śmiech.
- Zdarza się. Jednak zazwyczaj nie mówię tego na głos.
Chyba powinnam się już zamknąć zanim ośmieszę się bardziej. W dodatku jego to jeszcze mocniej rozbawiło. Chciałam to jakoś opanować.
- Miałam pracować tu od przyszłego tygodnia. Niestety druga kasjerka rano złamała rękę, a żeby sklep mógł być otwarty szefowa poprosiła mnie, abym dziś wyjątkowo przyszła.
Nareszcie powiedziałam coś sensownego.
- Rozumiem. Jutro cię nie będzie, prawda?
- Zgadza się - powiedziałam.
- Dopiero w poniedziałek?
Pokiwałam potwierdzająco głową.
- W takim razie do poniedziałku Annie. Przy okazji następnym razem wyjaśnisz mi czemu założyłaś moją bluzę - ostatnim słowom towarzyszył śmiech - teraz muszę już iść. Cześć.Powiedział i po prostu wyszedł.
Zostawił mnie samą z osłupiałą miną...
Oczami May
- Witaj - powiedziałam do Alexa.
- Pięknie dziś wyglądasz, ale weź strój na trening.
Trochę mnie szczerze mówiąc zszokował.
- Z chęcią.
Po chwili pobiegłam na górę, wzięłam biało niebieskie Asics'y za kostkę, do tego czerwone spodenki i luźną białą bluzkę. Zeszłam na dół. Zobaczyłam, że Alex czeka na mnie z lekka znudzony.
- Możemy już iść - powiedziałam.
- To idziemy - odpowiedział z entuzjazmem.
Wyszliśmy. Było bardzo przyjemnie. Szliśmy i rozmawialiśmy. W pewnym momencie poczułam, że Alex mnie obejmuje. Na początku się opierałam, ale potem uległam. Zbliżył mnie do siebie, spojrzałam w jego piękne piwne oczy i wymiękłam. Alex wykorzystał to i lekko musnął mnie w usta. Po chwili wyrwałam się z jego objęć. Złapałam go za nadgarstek i powiedziałam.
- Chodź głuptasie idziemy na ten trening.
Alex bez wahania poszedł za mną. Po chwili dotarliśmy na halę, powiedziałam że pójdę się przebrać. Alex odparł, że on również. Kidy wyszłam z szatni przebrana, chłopak już na mnie czekał, spojrzał się na mnie i powiedział.
- Jak zawsze piękna - uśmiechnął się łobuzersko.
- Dobra, dobra. Lepiej już chodź na halę.
Jak powiedziałam tak też zrobiliśmy. Po chwili weszliśmy na obiekt treningowy i zaczęliśmy rozgrzewkę. Potem trochę się wygłupialiśmy. Po wygłupach zaczęliśmy naprawdę trenować. Było cudownie chodź męcząco. Po 3 godzinnym treningu wyszliśmy, poszliśmy do szatni się przebrać. Gdy byliśmy gotowi opuściliśmy halę. Zrobiło mi się troszkę zimno, a Alex od razu to zauważył.
- May chcesz bluzę? - zapytał.
- Nie dziękuję.
- Proszę weź, przecież widzę że ci zimno.
Uległam, wzięłam od niego tą bluzę i założyłam. Od razu zrobiło mi się cieplej. Chwilę później byliśmy już pod moim domem.
Alex stał i tylko się na mnie patrzył.
- Alex, może wejdziesz? - zapytałam po jakimś czasie.
- Nie dziękuję, będę już leciał - odpowiedział uśmiechając się.
- W takim razie dziękuję za te kilka godzin spędzonych razem, było cudownie - powiedziałam.
- Nie May, to ja dziękuję.
Nic na to nie odpowiedziałam tylko po prostu pocałowałam go w usta. Po chwili on odwzajemnił pocałunek. Przy czym objął mnie w talii. Było fantastycznie. W końcu przerwałam pocałunek.
- Alex, no to do jutra - powiedziałam.
- Do zobaczenia - powiedział i odszedł.Po tym ja weszłam do domu wykąpałam się, umyłam zęby i poszłam spać żeby uniknąć pytań "jak było?" itp. Zawołałam Vicky, która siedziała z rodzicami i Nickiem przed telewizorem i poszłyśmy spać.
Po chwili pobiegłam na górę, wzięłam biało niebieskie Asics'y za kostkę, do tego czerwone spodenki i luźną białą bluzkę. Zeszłam na dół. Zobaczyłam, że Alex czeka na mnie z lekka znudzony.
- Możemy już iść - powiedziałam.
- To idziemy - odpowiedział z entuzjazmem.
Wyszliśmy. Było bardzo przyjemnie. Szliśmy i rozmawialiśmy. W pewnym momencie poczułam, że Alex mnie obejmuje. Na początku się opierałam, ale potem uległam. Zbliżył mnie do siebie, spojrzałam w jego piękne piwne oczy i wymiękłam. Alex wykorzystał to i lekko musnął mnie w usta. Po chwili wyrwałam się z jego objęć. Złapałam go za nadgarstek i powiedziałam.
- Chodź głuptasie idziemy na ten trening.
Alex bez wahania poszedł za mną. Po chwili dotarliśmy na halę, powiedziałam że pójdę się przebrać. Alex odparł, że on również. Kidy wyszłam z szatni przebrana, chłopak już na mnie czekał, spojrzał się na mnie i powiedział.
- Jak zawsze piękna - uśmiechnął się łobuzersko.
- Dobra, dobra. Lepiej już chodź na halę.
Jak powiedziałam tak też zrobiliśmy. Po chwili weszliśmy na obiekt treningowy i zaczęliśmy rozgrzewkę. Potem trochę się wygłupialiśmy. Po wygłupach zaczęliśmy naprawdę trenować. Było cudownie chodź męcząco. Po 3 godzinnym treningu wyszliśmy, poszliśmy do szatni się przebrać. Gdy byliśmy gotowi opuściliśmy halę. Zrobiło mi się troszkę zimno, a Alex od razu to zauważył.
- May chcesz bluzę? - zapytał.
- Nie dziękuję.
- Proszę weź, przecież widzę że ci zimno.
Uległam, wzięłam od niego tą bluzę i założyłam. Od razu zrobiło mi się cieplej. Chwilę później byliśmy już pod moim domem.
Alex stał i tylko się na mnie patrzył.
- Alex, może wejdziesz? - zapytałam po jakimś czasie.
- Nie dziękuję, będę już leciał - odpowiedział uśmiechając się.
- W takim razie dziękuję za te kilka godzin spędzonych razem, było cudownie - powiedziałam.
- Nie May, to ja dziękuję.
Nic na to nie odpowiedziałam tylko po prostu pocałowałam go w usta. Po chwili on odwzajemnił pocałunek. Przy czym objął mnie w talii. Było fantastycznie. W końcu przerwałam pocałunek.
- Alex, no to do jutra - powiedziałam.
- Do zobaczenia - powiedział i odszedł.Po tym ja weszłam do domu wykąpałam się, umyłam zęby i poszłam spać żeby uniknąć pytań "jak było?" itp. Zawołałam Vicky, która siedziała z rodzicami i Nickiem przed telewizorem i poszłyśmy spać.
BOSH...dodaję ten rozdział już piąty raz, bo ciągle się pierdolił z nieznanych mi powodów, za czym idą moje przeprosiny w razie jakichkolwiek błędów. Mam nadzieję, że prawie dwie godziny samego przepisywania tego się opłaciły (: Przepraszam też, za tak dużą ilość przecinków w tekście, ale jestem "przecinkowym maniakiem" xD Jeśli taki ktoś wgl może być ;P Chciałyśmy też z Szaloną podziękować, za czytanie tego wszystkiego. Jeśli właśnie jesteś w trakcie wertowania tego tekstu, to wiedz, że obie Cię kochamy ♥, heheszky xD / Szlimaczek Demi <3
naprawde fajne :)
OdpowiedzUsuńZajebisty <3
OdpowiedzUsuńKiedy następny rozdział?
Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.
OdpowiedzUsuńBoże, jaki cuuudowny <3
OdpowiedzUsuńCzekamy na następny rozdział, mamy nadzieję że bd tak wciągał jak ten i poprzednie <3
Jesteście wspaniałe i kochane <3
Hy hy spoko
OdpowiedzUsuń