wtorek, 30 lipca 2013

Rozdział 3

Oczami Annie

5:00 - dzwoni mój telefon. Chciałam zabić tego człowieka, który miał czelność wybudzić mnie z mojego snu. Z niechęcią, ale odebrałam. Już miałam się wydrzeć na tego tumana po drugiej stronie, gdy usłyszałam dojrzały kobiecy głos.- Przepraszam cię Annie, ale jesteś mi tu potrzebna. Dasz radę przyjść?
- Z kim ja w ogóle rozmawiam i gdzie oraz w jakim celu mam przyjść? - zapytałam.
- Oh, przepraszam. To ja, Harriet Smith.
Po chwili namysłu przypomniałam sobie kto to.
- Co się stało szefowo?
Szefowa - takie piękne słowo świadczące o tym, że posiadam pracę.
- Moja druga kasjerka złamała rękę i została bez pracownicy. Jeśli teraz przyjdziesz, to przez dwa tygodnie będziesz dostawała podwójną pensję.
Dzisiaj był czwartek. Miałam szkołę. No ale cóż...skoro SZEFOWA mnie potrzebuje, to chyba muszę jej pomóc. Po tej myśli zaśmiałam się, ale na tyle cicho, aby pani Harriet nie usłyszała.
- Zaraz będę - powiedziałam do słuchawki i się rozłączyłam.
Ubrałam  zwykłe rurki, i czarny t-shirt. Na stopy wcisnęłam moje ulubione czarne trampki. Spojrzałam na zieloną bluzę spotkanego wczoraj chłopaka, którą rzuciłam po powrocie do domu na krzesło. Założyłam ją i uśmiechnięta zeszłam do kuchni. Ku mojemu zaskoczeniu siedziała tam mama.
- Hej mamuś - zagadałam i zrobiłam słodkie oczka.
Widziałam zdziwienie wymalowane na jej twarzy kiedy podniosła głowę znad gazety.
- Co ty robisz tak wcześnie na nogach? - zapytała.
- Jestem potrzebna w pracy.
- Monopolowy? Nie pochwalam tego.
- Już o tym rozmawiałyśmy - westchnęłam.
- Skoro ty tego chcesz... A co ze szkołą?

- Dzisiaj nie pójdę. Mamooooo, jestem już dorosła.
- Co mam zrobić z tobą? Idź już - westchnęła.
- Kocham cię.

- Ja ciebie też córeczko.
Już byłam przy wyjściu, gdy zobaczyłam ją za sobą.
- Dziecko? Co ty masz na sobie? - zapytała się mnie.
Spojrzałam na za dużą jak dla mnie zieloną bluzę i się uśmiechnęłam.

- Pogadamy jak wrócę okey?Pocałowałam ją w policzek i wyszłam zanim zdążyła coś powiedzieć.

Oczami May

Zadzwonił mój telefon, zastanawiałam się kto może coś ode mnie chcieć o godzinie 6.30 wstałam i zobaczyłam, że dzwoni moja najlepsza przyjaciółka Victoria.
- Hej.
- No hej, co jest powodem tego, że budzisz mnie o tej godzinie? - odezwałam się zaspanym głosem.
- Jestem w Londynie i pomyślałam żebyśmy mogły się spotkać.
- W sumie długo się nie widziałyśmy.
- Mów tylko, o której i gdzie - powiedziała Vicky.
- Może obok mojego liceum?
- Okej, tylko o której?
- Lekcje kończę o 15.30.
- Dobra, to bd czekała pod szkołą.
- Muszę już kończyć, do zobaczenia potem - powiedziałam i się rozłączyłam.Czas wstawać - pomyślałam, po czyn wstałam i poszłam do łazienki się umyć. Trochę mi to zajęło, ale zdążyłam. Gdy wysuszyłam włosy wyszłam z łazienki i  podeszłam do szafy zastanawiając się co założyć. Wybrałam luźną bluzkę, do tego niebieskie rurki, i ulubione czarne Conversy. Następnie udałam się w kierunku pokoju Nicka.

- Nick, wstawaj czas do szkoły - rzekłam.
- Okej, już wstaje - odpowiedział.

- Jak się ogarniesz, to do idź kuchni zjeść śniadanie i pójdziemy do twojej szkoły.
- Dobra, już się zbieram.
Zeszłam na dół. W domu już nikogo nie było. W kilka minut przygotowałam kanapki dla mnie i mojego brata. Po chwili do kuchni przyszedł Nick, wziął kanapki i wyszliśmy. Po krótkim czasie drogi Nick zatrzymał się, po czym zapytał mnie o coś.
- Ej, May gdzie Annie?
- Wiesz, w sumie to nie wiem.
- Może poszła robić w tym monopolowym? - zastanowił się na głos.
- Być może. Chodź idziemy bo się spóźnimy.
Po 15 minutach dotarliśmy do szkoły.
- Młody, teraz na lekcje! - powiedziałam do Nicka.
- Już idę - odpowiedział mi z uśmiechem, po czym zniknął w murach jego liceum.
Następnie ruszyłam w stronę mojej szkoły. 
Po chwili byłam na miejscu, masakrycznie nie chciało mi się iść na te lekcje, ale musiałam. Wchodząc do szkoły zauważyłam moją znajomą z klasy Katherine , od razu do niej podeszłam, trochę rozmawiałyśmy, po chwili zadzwonił dzwonek i musiałyśmy iść na lekcje. Lekcje były tak nudne, że ciężko było wytrzymać. Cieszyłam się, że przynajmniej dzisiaj nikt mnie nie myli z moją siostrą bliźniaczką. Po lekcjach wyszłam przed szkołę, i kto tam na mnie czekał? Vicky. Od razu chciałam do niej podejść lecz ktoś mnie zaczepił. To był Alex, pytał się czy pamiętam że dzisiaj byliśmy umówieni. Powiedziałam, że tak i że o 18 miał być pod moim domem. Uśmiechnięty odszedł. Wtedy podeszłam do Vicky, od razu ją przytuliłam. Tak bardzo za nią tęskniłam. Ucieszyłam się, że możemy się zobaczyć. Nie widziałyśmy się prawie rok. Niestety bardzo rzadko się widywałyśmy, ale robiłyśmy to tylko wtedy kiedy to było możliwe.
- May! Tak długo cię nie widziałam, stęskniłam się strasznie! - wykrzyknęła moja przyjaciółka. 
- Ja też, Chodź, przecież nie będziemy stać pod tą szkołą, tylko pójdziemy do mnie.
- Dobrze, prowadź.
No i poszłyśmy. Po 20 minutach byłyśmy na miejscu. Otworzyłam drzwi i zaprosiłam Vicky do środka. 
Pamiętałam, że o 18 miał być Alex, więc trzeba było się streszczać.
- Ej, Vicky, posłuchaj musimy te pogaduchy przełożyć.
- Dlaczego? - zapytała się
- O 18 przychodzi po mnie Alex.
- Rozumiem, że mam ci pomóc?
- No jakbyś mogła - uśmiechnęłam się
- Dawaj idziemy na górę - orzekła Vicky
Pobiegłyśmy na górę.
- May, idź pod prysznic - powiedziała dziewczyna
- Okej, już idę.
No i poszłam. Gdy wyszłam Vicky już czekała na mnie siedząc na moim łóżku z przygotowanymi ubraniami. Kazała mi założyć 
luźną sukienkę w kwiaty, żadna jakaś specjalna sukienka, po prostu zwyczajna. A do tego czarne koturny. Ubrałam się i wyszłam pokazać się Vicky. Chyba ją zamurowało.

- Booooooooże May, tak pięknie wyglądasz.Nie minęła minuta, a już było słychać dzwonek do drzwi. Przeprosiłam Vicky i podeszłam do nich, po czym je otworzyłam. Jak się domyślałam stał za nimi uśmiechnięty Alex.

Oczami Annie

Sklep nie był duży, był wielkości zwykłego spożywczaka. 
Moja praca wyglądała normalnie, aż do pewnego czasu. Koło 18 wszedł do środka dziwnie ubrany chłopak. Miał założony kaptur, długie czerwone spodnie, trampki (albo mi się wydawało, albo nie miał skarpetek) i okulary przeciwsłoneczne. Kupił najdroższy trunek i zaczął iść w stronę wyjścia, gdy się zawrócił i dziwnie na mnie popatrzył. Zawrócił się.
- Skąd masz moją bluzę? - zapytał.
Widać było, że w głowie łączy pewne fakty.
- To ty jesteś dziewczyną z deszczu? - zapytał.
Dziewczyna z deszczu? Gdy to usłyszałam poczułam coś dziwnego w okolicach brzucha.
- A ty znowu w kapturze? Nie jest ci gorąco? Dzisiaj taki upał, że ja ledwo wytrzymuję w bluzce na ramiączka - zaśmiałam się.

- Jest mi potrzebny.
- Do czego? - zapytałam
Chłopak rozejrzał się dookoła. W monopolowym nikogo nie było poza naszą dwójką. To chyba go zatysfakcjonowało. Zdjął okulary i kaptur. 
Ujrzałam jego mocno niebieskie oczy i jasno - brązowe włosy.
- Już wiesz kim jestem? - zapytał
Patrzyłam na niego, lecz znikąd go nie kojarzyłam.
- A powinnam?
Chyba moja odpowiedź go zdziwiła.
- Serio nie wiesz kim jestem?
- Nie. Chodzisz do mojej szkoły?
- Nie, ja już swoje w szkole wysiedziałem - uśmiechnął się ukazując szereg białych ząbków.
- To kim jesteś?
Chłopak chwilę myślał, kilka razy uśmiechnął się sam do siebie po czym odpowiedział.
- Mam na imię Louis.
Gdy to powiedział wyciągnął swoją dłoń w moim kierunku.
- Annie.
Chciałam ścisnąć jego rękę, ale nie zdążyłam. Chłopak obrócił moją dłoń i ucałował jej wierzch. Szczerze mówiąc nie spodziewałam się tego. Zabił mi porządnego ćwieka. Stałam i się na niego patrzyłam. Nie mogłam nic zrobić. Tak bardzo ten człowiek przede mną mnie onieśmielał. W końcu, na moje szczęście postanowił przerwać niezręczną ciszę.
- Już od dłuższego czasu tu przychodzę, ale ciebie pierwszy raz tu widzę.
- Zgadza się, b..bo zaczynam tu pracować dopiero od poniedziałku.
Brawa dla mnie. Teraz zacznę się jąkać. Cholera! Stoi przede mną istny anioł, a ja nawet nie umiem porządnie odpowiedzieć. Jeszcze raz sobie gratuluję...
- Z tego co się orientuję, to dziś mamy czwartek.
- Co ty nie powiesz? - wybąknęłam oschle zanim jeszcze zdążyłam to przemyśleć.
Louis najwyraźniej to co powiedziały moje usta zaskoczyło równie dobrze jak mnie.
- Błagam, nie mów że powiedziałam to na głos.
- Chyba jednak tak - odpowiedział.
W sekundę ze zdziwienia przeszedł w śmiech. Jeszcze go nie znam, ale już wydaje mi się nieźle...no cóż...popierdolony? Tak, to może być dobrym słowem. Mimo to jego aura nadal mnie przyciągała.
- Co cię bawi? - wysyczałam.
Nie chciałam wrednie zabrzmieć, lecz samo tak wyszło.
- Rozmawiasz sama ze sobą? - zapytał przez śmiech.
- Zdarza się. Jednak zazwyczaj nie mówię tego na głos.
Chyba powinnam się już zamknąć zanim ośmieszę się bardziej. W dodatku jego to jeszcze mocniej rozbawiło. Chciałam to jakoś opanować.
- Miałam pracować tu od przyszłego tygodnia. Niestety druga kasjerka rano złamała rękę, a żeby sklep mógł być otwarty szefowa poprosiła mnie, abym dziś wyjątkowo przyszła.
Nareszcie powiedziałam coś sensownego.
- Rozumiem. Jutro cię nie będzie, prawda?
- Zgadza się - powiedziałam.
- Dopiero w poniedziałek?
Pokiwałam potwierdzająco głową.
- W takim razie do poniedziałku Annie. Przy okazji następnym razem wyjaśnisz mi czemu założyłaś moją bluzę - ostatnim słowom towarzyszył śmiech - teraz muszę już iść. Cześć.
Powiedział i po prostu wyszedł.
Zostawił mnie samą z osłupiałą miną...


Oczami May

- Witaj - powiedziałam do Alexa.
- Pięknie dziś wyglądasz, ale weź strój na trening.
Trochę mnie szczerze mówiąc zszokował.
- No dobrze, tylko musisz chwilę poczekać. Może wejdziesz?
- Z chęcią.
Po chwili pobiegłam na górę, wzięłam biało niebieskie Asics'y za kostkę, do tego czerwone spodenki i luźną białą bluzkę. Zeszłam na dół. Zobaczyłam, że Alex czeka na mnie z lekka znudzony.
- Możemy już iść - powiedziałam.
To idziemy - odpowiedział z entuzjazmem.
Wyszliśmy. Było bardzo przyjemnie. Szliśmy i rozmawialiśmy. W pewnym momencie poczułam, że Alex mnie obejmuje. Na początku się opierałam, ale potem uległam. Zbliżył mnie do siebie, spojrzałam w jego piękne piwne oczy i wymiękłam. Alex wykorzystał to i lekko musnął mnie w usta. Po chwili wyrwałam się z jego objęć. Złapałam  go za nadgarstek i powiedziałam.

- Chodź głuptasie idziemy na ten trening.
Alex bez wahania poszedł za mną. Po chwili dotarliśmy na halę, powiedziałam że pójdę się przebrać. Alex odparł, że on również. Kidy wyszłam z szatni przebrana, chłopak już na mnie czekał, spojrzał się na mnie i powiedział.
- Jak zawsze piękna - uśmiechnął się łobuzersko.

- Dobra, dobra. Lepiej już chodź na halę.
Jak powiedziałam tak też zrobiliśmy. Po chwili weszliśmy na obiekt treningowy i zaczęliśmy rozgrzewkę. Potem trochę się wygłupialiśmy. Po wygłupach zaczęliśmy naprawdę trenować. Było cudownie chodź męcząco. Po 3 godzinnym treningu wyszliśmy, poszliśmy do szatni się przebrać. Gdy byliśmy gotowi opuściliśmy halę. Zrobiło mi się troszkę zimno, a Alex od razu to zauważył.
- May chcesz bluzę? - zapytał.
- Nie dziękuję.

- Proszę weź, przecież widzę że ci zimno.
Uległam, wzięłam od niego tą bluzę i założyłam. Od razu zrobiło mi się cieplej. Chwilę później byliśmy już pod moim domem.
Alex stał i tylko się na mnie patrzył.
- Alex, może wejdziesz? - zapytałam po jakimś czasie.

- Nie dziękuję, będę już leciał - odpowiedział uśmiechając się.
- W takim razie dziękuję za te kilka godzin spędzonych razem, było cudownie - powiedziałam.
- Nie May, to ja dziękuję.

Nic na to nie odpowiedziałam tylko po prostu pocałowałam go w usta. Po chwili on odwzajemnił pocałunek. Przy czym objął mnie w talii. Było fantastycznie. W końcu przerwałam pocałunek.
- Alex, no to do jutra - powiedziałam.
- Do zobaczenia - powiedział i odszedł.Po tym ja weszłam do domu wykąpałam się, umyłam zęby i poszłam spać żeby uniknąć pytań "jak było?" itp. Zawołałam Vicky, która siedziała z rodzicami i Nickiem przed telewizorem i poszłyśmy spać.


BOSH...dodaję ten rozdział już piąty raz, bo ciągle się pierdolił z nieznanych mi powodów, za czym idą moje przeprosiny w razie jakichkolwiek błędów. Mam nadzieję, że prawie dwie godziny samego przepisywania tego się opłaciły (: Przepraszam też, za tak dużą ilość przecinków w tekście, ale jestem "przecinkowym maniakiem" xD Jeśli taki ktoś wgl może być ;P Chciałyśmy też z Szaloną podziękować, za czytanie tego wszystkiego. Jeśli właśnie jesteś w trakcie wertowania tego tekstu, to wiedz, że obie Cię kochamy ♥, heheszky xD   / Szlimaczek Demi <3

piątek, 5 lipca 2013

INFORMACJA

Obydwie w weekend wyjeżdżamy na wakacje i dlatego nie wiemy kiedy będą nowe rozdziały. Mam nadzieję, że uda mi się jutro dodać 3 rozdział, Szalona musi jeszcze coś dopisać. Jeśli damy radę kolejne rozdziały powstaną niebawem, ale małe szanse...Raczej za jakieś dwa tygodnie. Mimo wszystko cieszymy się, bo liczba wyświetleń z dnia na dzień jest coraz większa. Dacie radę do końca tygodnia dobić setki? ;D Wydaje mi się, że to tyle. Pozdrawiam <3 / Demi

czwartek, 4 lipca 2013

Rozdział 2

Oczami May

Annie wróciła do domu cała w skowronkach. Podśpiewywała sobie. Ja z Nickiem siedzieliśmy na kanapie trochę poirytowani zachowaniem Annie.Nick zapytał się mnie
- Ej, a tej to co odwala?
Na to odpowiedziałam
- Znalazła robotę, w jakimś monopolowym
Chłopak spojrzał się na mnie i powiedział
- Dobra, nie wnikam
Właśnie skończył się film, który oglądaliśmy.Nick przełączył na MTV. A jaką piosenka leciała? Rihanna - Where have you been. Od razu wstałam, zaczęłam tańczyć i śpiewać, po chwili Annie przyszła na dół i dołączyła się do mnie. Bawiłyśmy się świetnie, nic nie było w stanie przerwać tej chwili. Piosenka się skończyła. Stwierdziłam, że jestem zmęczona i pójdę spać. Poszłam na górę i rzuciłam się na łóżko. Usunęłam. Spałam tak z 2 godziny, kiedy mój sen przerwał telefon. Nie wiedziałam kto dzwoni ale odebrałam. Okazało się, że to dzwonił Alex, powiedział że dzisiaj dałam mu swój numer telefonu. Byłam trochę zdziwiona, no ale okej. Alex zaproponował spotkanie jutro po szkole. Zgodziłam się. Po rozmowie zeszłam na dół, była pewna, że to był podstęp Annie. Zobaczyłam ją.
- Annie, możesz mi powiedzieć skąd Alex ma mój numer? - zapytałam poirytowana.
Zagwizdała jakąś melodię i zostawiła mnie samą. Czasami mnie tak strasznie irytowała. No dobra, nie czasami, prawieże ciągle. Wróciłam do salonu i usiadłam koło mojego brata. 
Zaczęłam z nim rozmawiać na temat różnych bzdur.W końcu Nick mi przerwał i powiedział, że mój telefon dzwoni. Nie wiem czemu tego nie zauważyłam. To była mama.
- May, posłuchaj musimy poważnie porozmawiać
Ze zdziwieniem odpowiedziałam - Mów, mamo.
- Dzwoniła wychowawczyni Nicka, mówiła o jego nieobecnościach.
- Tak mamo, dzwoniła do nas. My już z nich rozmawiałyśmy, jutro normalnie idzie do szkoły. Nie martw się.
- May, na pewno pójdzie?
- Tak, nawet go doprowadzimy. Nie przejmuj się. - zapewniłam ją
- May, posłuchaj zmieniając temat trener dzwonił i mówił, że nie da się do Ciebie dodzwonić.
- Nic nie słyszałam. - usprawiedliwiłam się
- Za godzinę masz trening, leć szybko bo nie zdążysz.
- Dobrze mamo, już wychodzę. Pa.
- Do zobaczenia wieczorem.
Wbiegłam szybko na górę, zabrałam moje nowe asics'y jakieś spodenki, i dużą bluzkę. Wybiegłam szybko z domu, i złapałam najbliższą taksówkę. Po 30 min. byłam na miejscu. 
Byłam już spóźniona, więc biegłam do szatni. Gdy wyszłam zauważyłam Alexa. Szczerze mówiąc nie spodziewałam się, że go tu spotkam. Okazało się, że on również trenował siatkówkę. Byłam strasznie zdziwiona, ale w sumie ucieszyłam się. Nie rozumiałam czemu wcześniej nie znosiłam go. Po naszej rozmowie telefonicznej od razu zmieniłam zdanie.

- May gdzie tak śpieszysz? - zagadał Alex
- Na trening.- odrzekłam
-Trenujesz?
- Siatkówka moim całym życiem. A Ty skąd wracasz?
- Też siatka.
Uśmiechnęłam się i powiedziałam
- Alex, przepraszam ale jestem spóźniona na trening. Muszę lecieć, przepraszam.
- Okej ale pamiętasz umówiliśmy się jutro po szkole?
- Tak pamiętam, jutro po szkole. - odpowiedziałam
- To do zobaczenia.
- Pa


OCZAMI ANNIE

Usiadłam na skraju łóżka nadal dumna z mojej pierwszej pracy. Uznałam to za odważny krok w dorosłość. Liczyć umiem, z obsługą kasy też sobie poradzę i nie będzie źle. Nie miałam co robić, więc zeszłam na dół. Na sofie siedział sam Nick.
- Gdzie May? - zapytałam zaciekawiona

- Poszła położyć się spać - odpowiedział
Zastanowiłam się chwilę, po czym powiedziałam mojemu bratu, że wychodzę. Założyłam płaszczyk i wyszłam. Padał deszcz. Nie chciało mi się już zawracać po parasolkę. Więc szłam cała mokra
Po pewnym czasie zrobiło mi się strasznie zimno. Chciałam wracać, gdy zaczepił mnie pewien chłopak.
- A ty czemu bez parasolki? - zapytał
Miał na sobie czapkę z daszkiem, okulary przeciwsłoneczne i założony kaptur od jego zielonej bluzy.
- A ty w okularach, chociaż na dworzu plucha?
- Na okulary zawsze jest odpowiednia chwila. - zaśmiał się
Musiał zauważyć, że cała dygoczę, ponieważ zaproponował mi swoją bluzę. Na początku się nie zgadzałam, ale on nadal się upierał. Gdy w końcu ją na siebie założyłam chłopak pożegnał się i poszedł. Nawet nie zdążyłam mu się przedstawić. Mimo wszystko szczęśliwa wróciłam do domu.
OCZAMI MAY

Weszłam na hale, i zaczęłam trenować. Trwało to jakieś 3 godziny. Było już późno, na dworze lało.
Zastanawiała się co mam zrobić. W końcu zdecydowałam że pójdę na piechotę, to mi dobrze zrobi. Wyszłam na dwór, okazało się że Alex cały czas na mnie czekał.
- Alex? A ty czemu tu stoisz w tym deszczu? - zapytałam
- Czekałem na Ciebie
Czułam jak na mojej twarzy pojawiają się rumieńce.
- Serio? To bardzo miłe z twojej strony - uśmiechnęłam się
- Pomyślałem, że będziesz sama wracała, więc poczekam i cię odprowadzę do domu.
- Naprawdę nie musisz.
- Ale ja chcę. To żaden problem. - zapewnił mnie
Nie chciałam tam dłużej stać, więc się zgodziłam. Po kilkunastu, a może kilkudziesięciu minutach (nie pamiętam, tak byłam pochłonięta rozmową) staliśmy pod drzwiami mojego domu.
- To tu mieszkasz? - zapytał się mnie
Tak, może chcesz wejść? - zapytałam
- Trochę już późno. Może następnym razem.
Nim się zorientowałam pocałował mnie w policzek.
- To widzimy się jutro? - chciałam się upewnić
- Tak
- Mógłbyś przyjść tak o 18 po mnie?
- Oczywiście - odpowiedział po czym pomachał mi ręką na pożegnanie i zniknął w ciemnościach.
Weszłam do domu uradowana, wszyscy domownicy się na mnie dziwnie patrzyli, ale olałam to, poszłam na górę spać.

To zaczyna się dziać ;) Kim jest nieznajomy, który ofiarował Annie bluzę? Czy zajdzie coś między May i Alexem? Czytajcie już niebawem, a się dowiecie xD / Szlimaczek Demi i Szalona <3

środa, 3 lipca 2013

Rozdział 1

OCZAMI ANNIE

Rano gdy się obudziłam spojrzałam na zegar i zauważyłam, że zaspałam. W piżamie zbiegłam na dół. Nikogo już w domu nie było. Szybko wpadam do łazienki. Zrobiłam podstawowy makijaż i uczesałam włosy. Następnie wróciłam do swojego pokoju i w duchu przeklinając wszystkich domowników za to, że nie raczyli zauważyć, iż nadal śpię założyłam dżinsowe rurki, białą bluzkę i czarne balerinki. Gdy już byłam gotowa bez śniadania wyszłam z domu. Złapałam pierwszą lepszą taksówkę. Podróż chociaż tak na prawdę była krótka strasznie mi się dłużyła. Kiedy zapłaciłam kierowcy weszłam na teren mojego liceum. To były już ostatnie miesiące mojej nauki w tym miejscu i z dnia na dzień coraz bardziej go nienawidziłam. Marzyłam już o moich upragnionych studiach we wrześniu. Po kilku minutach rozmyślań otrząsnęłam się. Zauważyłam, że i tak byłam już spóźniona na pierwszą lekcję, wiec bez pośpiechu skierowałam się w stronę mojej szafki. Wzięłam potrzebne książki i już kilka minut potem rozległ się dźwięk dzwonka. W kilka chwil do tej pory prawieże pustą przestrzeń zapełnił tłum nastolatków. To jeden z powodów mojego wstrętu do tej szkoły - banda wrzeszczących kretynów. Zza rogu wyszła moja siostra May. Wiedziałam, że będzie chciała mnie ochrzanić za moje spóźnienie, ponieważ pracowałyśmy razem na chemii, a ja dzisiaj zostawiłam ją samą.

- Annie, dziękuję Ci bardzo... Znowu musiałam pracować z tym debilem na chemii! - A nie mówiłam, że będzie się drzeć?
- To nie moja wina - odpowiedziałam jej
- Jak nie Twoja ?! - dalej wrzeszczała
- To ten cholorny budzik nie zadzwonił. A tak swoją drogą to mogłaś mnie obudzić. - broniłam się
- No i co jeszcze?
- Oj już tak nie jęcz - uspokoiłam May - z kim wogóle pracowałaś?
- Z Alexem, może nie było tak źle... Ale wiesz, jakoś nie lubię z nim pracować..
Chwile się zastanowiłam po czym odpowiedziałam - Nie kojarzę go
-Jak nie? Jest z nami w klasie, taki wysoki blondyn.
- I co z tego, że jest z nami w klasie? - oburzyłam się i skrzyżowałam ręce na piersi
- Dziwne.Dobra tam.Chodź coś zjeść, głodna jestem bo śniadania nie jadłam...
- Ja też.
Po chwili już byłyśmy w stołówce. Rozglądałam się za wysokim blondynem z naszej klasy.
- O patrz! Tam jest. - Powiedziała May
- Gdzie? Nie widzę.
- Spójrz w prawo, tam stoi
- Aaaaa...ten. Ciachem to on nie jest - rzekłam
- Ale najgorszy też nie jest.. - Uśmiechnęła się - Dobra, chodź usiadziemy.
Zjadłam tylko sałatkę, bo nie byłam aż taka głodna. Za to May wpieprzyła trzy hamburgery
- Jakie trzy? To były dwa! Umyj oczy!
- Pierdolona bliźniacza telepatia - zaśmiałam się
May też się śmiała, a potem powiedziała - Dobra chodźmy na lekcje, no chyba że ci się nie chce.
- Kiedykolwiek mi się chciało? - zażartowałam
- Kurde, poszłabym gdzieś. Co teraz mamy?
- Angielski. Omawiamy "Podróże Guliwera" Jonathana Swifta. - oznajmiłam zażenowana
- Serio chcesz iść?
- Nie, ale byłam tylko na przerwie. Jedna lekcja nie zaszkodzi
- Dobra, po angielskim się zrywamy oke?
- Nie powinnyśmy, ale jesteśmy już dorosłe. - stwierdziłam
- Więc gdzie idziemy?
- Na razie na angielski. Później pomyślimy - zaproponowałam.
- Dobra, to chodź bo się spóźnimy.
Weszłyśmy do klasy. Po lekcji zauważyłam Alexa. Podeszłam to niego i nic nie mówiąc dałam mu karteczkę z numerem May i napisem Zadzwoń. May ;* Nadal nic nie mówiłam. Po kilku sekundach zwykłego gapienia się odeszłam puszczając mu oczko. To zabawne, że osoby z naszej klasy nadal nas nie rozróżniają, nawet pomimo tego że jesteśmy inaczej ubrane. Zaśmiałam się w duchu i wyobrażałam sobie reakcję mojej siostry w momencie, gdy ten chłopak zadzwoni. W tłumie odnalazłam ją i podeszłam do niej.
- No co tam? - zapytała
- Co ma być?
- Co się tak gapisz i głupio uśmiechasz?!
Czyli zauważyła, że coś jest nie tak.
- Zapewne jeszcze dziś zobaczysz. Mniejsza z tym. To idziemy gdzieś - szybko zmieniłam temat, bo nie chciałam psuć jej niespodzianki - odpowiedziałam
- Dobra, tylko gdzie?
- Szczerze mówiąc nie rozmyślałam nad tym. - powiedziałam, a w myślach dodałam "wymyślałam jaki by Ci tu numer wyciąć". Zaśmiałam się i pociągnęłam ją za rękę w stornę wyjścia z budynku. Po drodze zastanawiałam się, czemu nie jesteśmy zwykłym rodzeństwe nienawidzącym się do szpiku kości, ale z drugiej strony kochającym do granic możliwości, tak jak z Nickiem. My się tylko kochałyśmy. To mnie cieszyło i przerażało naraz. Gdy stałyśmy przy dzrzwiach już na podwórku stanęłam i czekałam, aż coś powie
- No i co teraz mądralo? - odezwała się
- Czekam na twoje pomysły tępa pało - mówiąc to postawiłam nacisk na ostatnie słowa
- Ty pizdo!
- Może po prostu wrócimy do domu? - udawałam, że tego nie słyszałam
- A są rodzice?
- Pracują dziś do późna w nocy. Oboje.
- A Nick?
- Pierdolić Nicka. Idziemy? - zaśmiałam się



Neutralne

May szła przodem, Annie troszkę z tyłu. Annie ciągle chichotała, May zastanawiała o co jej chodzi, myślała i myślała, ale na nic nie wpadła.. Wkońcu dotarły do domu. May wyciągnęła klucze, otworzyła dom. A w domu kogo zostały? Oczywiście, że Nicka. Jak zwykle nikt go nie przypilnował, żeby poszedł do szkoły. May i Annie oczywiście się zdenerwowały, ponieważ Nick miał już problemy z ucieczkami. Musiały zastępować rodziców, gdyż oni całymi dniami pracowali. May oczywiście zaczęła krzyczeć
- Nick! Możesz nam wyjaśnić co Ty robisz w domu?! Miałeś być w szkole!
- Zrozumcie, nie mam siły już chodzić do tej szkoły!
Nagle awanturę przerwał telefon. Annie podeszła go odebrać, okazało się że dzwoni jego wychowawczyni dzwonio dnośnie jego nieobecności. Zapytała się czy może rozmawiać z którymś z rodziców, był problem bo żadnego z rodziców nie było... Annie nie wiedziała co ma zrobić więc dała telefon May. May rozmawiała z wychowawczynią Nicka, była wściekła ponieważ Nick był w dosyć ciężkiej sytuacji, udało się to sytuację załagodzić, obiecała że Nick zacznie przychodzić do szkoły. May skończyła rozmawiać. Annie zapytała się o co chodzi. May wyjaśniła, że Nick ma probkemy w szkole, nie chodzi tu o oceny, bo oceny są całkiem niezłe, lecz o nieobecności. Albo zacznie chodzić do szkoły, albo go przeniosą.
- Nick jutro idziesz do szkoły! Rozumiemy się? - zapytała zdenerwowana Annie
Na to Nick odpowiedział
- Dobra pójdę, tylko nie mówcie nic rodzicom, błagam was
- No dobrze. - powiedziały bliźniaczki
Chłopak podszedł do nich, przytulił je i powiedział
- Co ja bym bez was zrobił?!
- Jesteś naszym bratem, zawsze ci pomożemy. - odpowiedziała Annie


OCZAMI ANNIE

Nick się zaśmiał, a ja przeprosiłam jego i May, po czym wgramoliłam się na schody idąc w stronę swojego pokoju. W połowie May mnie zatrzymała i zapytała gdzie idę, na co ja wystawiłam język. Obie się zaśmiałyśmy. May wróciła do salonu, a ja udałam się do mojej sypialni. Uwaliłam się na łóżku i tak leżałam. Myślałam o wszystkim i o niczym. Po kilkudziesięciu minutach wpadłam na pomysł znalezienia pracy dorywczej. Nie wiem czemu, nie pytajcie. Zbiegłam po schodach i tak po prostu wyszłam na ulice Londynu. Moje rodzeństwo nawet nie zauważyło, że wyszłam. Kij im w dupę i krzyżyk na drogę. Po chwili spaceru stanęłam naprzeciw pewnego sklepu. W oknie była wywieszona kartka Poszukujemy pracownika. Bez wahania weszłam do środka i przyjęłam posadę kasjerki. Wracając uśmiechnięta do domu nie wytrzymałam. Chciałam się tą informacją z kimś podzielić. Wyjęłam telefon i do niej zadzwoniłam. 
- May, nie uwierzysz. Od przyszłego tygodnia pracuję w monopolowym - wyryczałam do słuchawki i się rozłączyłam

Bardzo możliwe, że drugi rozdział pojawi się już jutro. Za wszelkie błędy przepraszamy. Wiemy, że to miało być opowiadanie z 1D, ale poczekajcie, to się dopiero rozkręca (; Życzymy miłego czytania i oczekujemy ciekawych komentarzy <3 / Demi i Szalona

PROLOG

Opowiemy wam naszą historię. Ta historia dotyczy również chłopaków z One Direction. Jednak głównie jest o nas i o naszym życiu, w którym nie zawsze było z górki. Jesteśmy bliźniaczkami i nazywamy się Annie i May. Można powiedzieć, że jesteśmy identyczne, lecz jest kilka szczegółów, które nas różnią. Annie jest starsza, niewiele ale jednak. Jej ciekawość nie zna granic. Zawsze roześmiana i tą radością zarażająca wszystkich w koło. Nieustannie buja w obłokach. Najlepiej czuje się w pobliżu natury. Lecz ma też wady. Czasami gada jak najęta i nie kontroluje tego co mówi, a przez to sama stwarza sobie kłopoty. Z drugiej strony jest bardzo nieśmiała i jeśli nie ma kogoś zaufanego w pobliżu staje się bezbronna i nie daje sobie rady z najdrobniejszymi rzeczami takimi jak zakupienie biletu w autobusie. Za to May jet wyższa, niewiele ale jednak. Jest pogodną dziewczyną. Od zawsze interesowała się sportem. Siatkówka była jej pasją. Kochała to co robiła. Miała wady jak każdy, była strasznie wrażliwa i miała wahania nastroju. A resztę naszych cech odkryjecie sami czytając nasze perypetie. Naszymi rodzicami są Alice i Thomas Harrison, zapracowani prawnicy. Mimo swojej pracy zawsze znajdują dla nas i naszego siedemnastoletniego brata Nicka czas. Dzięki niej też nigdy niczego nam nie brakowało. No może poza miłością, ale kto wie? Może to też się niedługo zmieni...

Mamy nadzieję, że zapowiada się dobrze i wiele z Was bd czytać dalsze rozdziały. To chyba na tyle dzisiaj. Szlimaczek Demi i Szalona <3