Oczami Annie
Pracę na dzień dzisiejszy skończyłam o 22, zgasiłam światła i zamknęłam monopolowy (no właśnie, zapomniałam wspomnieć o tym, że moja szefowa dała mi mój własny plik kluczy). Do domu dotarłam bardzo szybko, a mimo to i tak całą drogę rozmyślałam o dość dziwnym kliencie - Louisie. Właściwie to cały czas o nim myślałam. Ale wracając do tematu... Gdy weszłam do domu wszyscy najwyraźniej już spali, ja nie miałam na to ochoty. Poszłam na palcach do swojego pokoju. Mało brakowało, a upadłabym na twarz potykając się o stertę ubrań leżącą na samym środku podłogi w pokoju. Ostrożnie podeszłam do biurka i zapaliłam lampkę. Wreszcie cokolwiek widziałam. Wyjęłam z szafki szorty i luźną bluzkę, sięgającą mi do połowy ud. Gdy szłam w kompletnych ciemnościach korytarzem do łazienki wpadłam na kogoś.
- Uważaj - powiedziałam szeptem, aby nie obudzić innych.
- To ty uważaj! - od razu rozpoznałam jej głos.
Nie ukrywam, wydarła się dość głośno, więc jest szansa, że mogła kogoś obudzić.
- Ciszej idiotko - wyszeptałam - po co łazisz tu o tej godzinie? Jest wpół do 23.
- Co z tego? Nie zabronisz mi raczej, prawda?
May coraz bardziej działała mi na nerwy.
- Nie, ale ty też mi nie zabronisz się zapytać prawda?
- Dobra, skończmy to, serio jakoś nie mam zamiaru się kłócić. Zwłaszcza o tej porze.
- Niech będzie, poczekasz u mnie w pokoju aż się wykąpię i pogadamy? Muszę ci coś opowiedzieć, a ty też przy okazji pochwalisz mi się randką, okey? - szczerze mówiąc sama nie wierzyłam w to, że tak łatwo przechodzimy z tematu na temat.
- No dobra, ale zbyt długo nie każ mi na siebie czekać.
- Pięć minut. Z zegarkiem w ręku.
Mówiąc to wyszczerzyłam się jak głupia i udałam do mojego celu. Wzięłam szybki, chłodny prysznic i założyłam wcześniej przygotowane ubrania. Prędko wyszorowałam zęby. Na koniec związałam włosy w kucyk i skierowałam się do mojego pokoju. May już tam czekała leżąc na moim łóżku pełnym najróżniejszych poduszek.
- Nie za wygodnie ci? - zaśmiałam się.
- Mogło być wygodniej, ale nie jest źle - dobrze, że jej także wrócił dobry humor.
Położyłam się koło niej i opowiedziałam całą historię z Louisem i jego dziwnym zachowaniem. Gdy skończyłam May opowiedziała mi o randce z Alexem. Gdy skończyła dokładnie opisywać moment pocałunku wyszeptałam jej do ucha długie 'awwwwwwwww'.
- Dobra, dobra - powiedziała szybko.
- Ale i tak parę szczegółów mogłaś zachować dla siebie. Na prawdę nie potrzebne mi to, jak on cudownie pachnie miętą - zaśmiałam się niekontrolowanie, a May poczerwieniała.
- Zamkniesz się wreszcie?
- Trochę milej siostrzyczko.
- Czy zamkniesz swoją piękną mordkę? Lepiej?
- Tak.
Wtedy do pokoju wparowała przyjaciółka May
- Emm, hej? - rzuciłam niepewnie.
- Co się stało, że przyszłaś?
- Chciałam się zapytać jak randka - odpowiedziała mojej siostrze całkowicie mnie olewając.
- Bardzo fajnie.
- Już nie przeszkadzam, wracam spać.
Wyszła tak szybko jak się tu znalazła.
- To było dziwne - powiedziałam szczerze - właściwie to co ona tu robi?
- Przyjechała mnie odwiedzić. Trochę u nas zostanie.
- Miło, że się w ogóle ze mną przywitała - powiedziałam oschle.
Nie to, że jej nie lubiłam. Po prostu nie przepadałam być razem z nią w jednym pomieszczeniu, a już zwłaszcza w moim pokoju. Czemu? Żebym chociaż ja sama to wiedziała.
- Wiem, że za sobą nie przepadacie, ale proszę postaraj się ją tolerować.
- Toleruję, ale to nie zmienia faktu, że nie mogła powiedzieć choćby tego głupiego cześć'. Nieważne... Która jest już właściwie godzina?
May spojrzała na ekran swojego telefonu, po czym powiedziała mi, że 15 minut po północy.
- Jutro piątek. Mamy na drugą lekcję. Wyśpimy się?
- Damy radę, chyba.
- Jakoś nie jestem śpiąca, a ty? Może po prostu rano zafundujemy sobie mocną kawę i damy radę - zaśmiałam się - to co robimy?
- Zawsze ja coś wymyślam, teraz Twoja kolej.
- Ty zawsze coś wymyślasz? Chyba kpisz, gdyby nie ja nie byłabyś dzisiaj na żadnej randce. A tak swoją drogą to jeszcze mi się za to odpłacisz.
- Jasne..
- To może wykręćmy jakiś kawał Nickowi
- Dajmy mu spokój, śpi biedaczek
- Biedaczek? Teraz będziesz przykładem dobrej siostry, a na mnie drzesz japę? - zaśmiałam się.
- Tak, to mój braciszek.
Jak on jest braciszek, to czemu ja nie jestem siostrzyczka? - zaczęłam udawać, że płaczę ,ale chyba mi nie wyszło, bo znów zaczęłam się śmiać jak głupia.
Nie zdziwiłabym się jakbym kogoś obudziła. Czasami nie wiedziałam, czemu tak dziwnie się zachowuję
- Dobrze siostrzyczko, już spokój.
Ominęłam ją i zeszłam po schodach do kuchni. Z lodówki wyjęłam bitą śmietanę i chciałam wrócić na górę, gdy nagle przede mną niespodziewanie wyrosła May. Na jej twarzy widniało zdezorientowanie..
- Po co ci to?
- To, że ty chcesz Nickowi dać spokojnie spać nie oznacza, iż ja też. Dołączasz się do mnie, czy mam to załatwić sama? - nic nie odpowiedziała - W takim razie idź spać młoda i daj mi samej to załatwić.
- Dobra idę z Tobą.Wgramoliłyśmy się po schodach i weszłyśmy do jego pokoju. Wysmarowałyśmy mu całą twarz i telefon. Potem poszłyśmy do mojego pokoju i May zadzwoniła do Nicka. W całym domu zrobił się hałas spowodowany dzwoniącym urządzeniem, ale to nie miało już dla nas znaczenia, bo po chwili telefon zagłuszyły obelgi Nicka rzucane pod naszym adresem. Prawie leżałyśmy ze śmiechu, gdy wszyscy domownicy się wokół nas zebrali. My dostałyśmy opierdol za ten żart, a Nick za używanie brzydkich słów, na szczęście na krzykach rodziców się skończyło. Zero kar. Po kilku minutach wszyscy udali się do swoich pokoi. Nareszcie mogłam zasnąć.
Oczami May
Zachciało mi się spać, ale stwierdziłam że do pokoju mam za daleko, więc położyłam się spać razem z Annie. Spanie z nią w jednym łóżku to prawdziwy koszmar, strasznie się wierci i kopie. Praktycznie Annie co chwila mnie kopała, ale udało mi się dość szybko zasnąć zasnąć, aż tak byłam padnięta. Nie pamiętam co mi się śniło, ale czy to tak na prawdę ważne? Budzik zadzwonił zbyt wcześnie. Byłam nieprzytomna, zresztą Annie również. Obie zeszłyśmy na dół do kuchni zrobić tosty i jakąś kawę na pobudkę.
- Jakbym zasnęła na zajęciach to mnie obudź dobrze May. Jestem taka śpiąca - gdy Annie to powiedziała przeciągle ziewnęła.
- Jeśli sama nie zasnę.
- Chodźmy już jeżeli mamy zamiar jeszcze dziś wejść do klasy. Coś czuję, że droga trochę nam zajmie.
- A więc chodź.
Byłyśmy już pod drzwiami, gdy zorientowałyśmy się, że nie wzięłyśmy plecaków i co ważniejsze ciągle jesteśmy w pidżamach. Powoli weszłyśmy na górę, po czym każda udała się do swojego pokoju. Założyłam pierwsze lepsze ciuchu, które akurat leżały pod ręką i mniej więcej pasowały do siebie kolorystycznie. W następnej kolejności poszłam do łazienki. Annie już tam była i związywała włosy w kucyk. Ja swoje tylko rozczesałam, po czym wręcz wyciągnęłam jej z ręki mój tusz do rzęs i sama je umalowałam. Gotowe ponownie stanęłyśmy pod drzwiami. Poszłyśmy w stronę szkoły. Droga dłużyła się strasznie, a my szłyśmy w ciszy. Gdy byłyśmy już pod szkołą zorientowałam się, że wyszłyśmy z domu kompletnie same, a gdy jeszcze się w nim znajdowałyśmy już nikogo nie było. Wchodząc po schodach zatrzymałam się i zaczęłam zastanawiać gdzie jest Vicky.
- Co jest? - zapytała Annie.
- Ty idź, zaraz będę, a nie chcę, żebyś ty też się spóźniła.
Nic nie powiedziała i weszła do szkoły idealnie z dźwiękiem dzwonka. Gdy ucichł wyjęłam telefon i zadzwoniłam do mojej przyjaciółki.
- Gdzie jesteś? - zapytałam gdy odebrała.
- Powiem ci jak już wrócisz do domu, dobrze? - odpowiedziały mi na pytanie pytaniem.
- No okej, muszę już iść na lekcje.
- W takim razie do zobaczenia.
- Pa.
Po chwili weszłam do szkoły i poszłam prosto na lekcje. Oczywiście nie obyło się bez skarcenia od nauczycielki. Usiadłam obok Alexa. Nie wiem czemu, nie pytajcie. Po prostu akurat tam poniosły mnie nogi. Powiedziałam mu tylko zwykłe 'cześć', widać było że był przez to trochę poirytowany. Zachowałam się tak jakby zdarzenia z wczoraj nie miały miejsca.
- Tylko zwykłe cześć? Po wczorajszym? Nie będę ukrywać, to boli - powiedział poważnie Alex.
-Co mam ci innego powiedzieć? Czego oczekujesz?
- Czego oczekuję? Może tak choćby jakiegoś przekonania w twoim głosie?
- Cześć! - powiedziałam dość głośno z udawaną radością w głosie - Teraz lepiej?
- Teraz to nie chcę ja rozmawiać - gdy to usłyszałam byłam w szoku.
- Myślałem, że coś dla ciebie znaczę, a ty mi tylko zwykłe cześć? - odezwął się Alex po chwili ciszy.
- Przepraszam, tak wyszło
- Tak wyszło? Kim ja dla ciebie jestem?
- Jesteś kimś więcej, niż zwykłym kolegą z klasy.
- Mówisz serio? - Alex chyba był zdziwiony.
- Tak.
Wtedy znów zapadła cisza. Na szczęście chłopak dość szybko ją przerwał.
- Wiesz... Ja po wczorajszym myślałem, że my jesteśmy razem.
Strasznie zdziwiły mnie jego słowa, ale z drugiej strony się ucieszyłam.
- Alex, wybacz. Ja nie wiedziałam, że tak myślisz.
Zrobiło mi się naprawdę przykro, byłam dla niego oschła kiedy on myślał że jesteśmy razem. Od razu pociekła mi łza po policzku. Chłopak od razu to zauważył.
- May, proszę nie płacz. To nie twoja wina. Zapomnijmy o tym. Proszę.
- Naprawdę przepraszam.
- Już nie przepraszaj, wystarczy.
- To my jesteśmy razem? - zapytałam niepewna.
- Jeśli tylko tego chcesz.
- Chcę, naprawdę.
Jesteś cudowna.
Nic na to nie odpowiedziałam. Zamiast tego wolałam dać mu buziaka w policzek.
Oczami Annie
Przez pewien czas podsłuchiwałam tę przepełnioną słodyczą rozmowę ławkę za mną mojej siostry i...cóż, właściwie jej nowego chłopaka. Kiedy ucichli od razu wiedziałam o co chodzi. Odwróciłam się w takim momencie, że jeszcze miałam okazję zobaczyć co się dzieje.
- Kiedy ślub? - zapytałam rozbawiona.
- Wal się!
Serio, czasami nie rozumiałam tej debilki. Jak mogła aż tak głośno się wydrzeć, że przygłucha pani Eliot ją doskonale usłyszała. Nawet mimo tego, iż siedziała na ostatniej ławce.
- Panno Harrinson, ma pani coś do powiedzenia? - zapytała z lekka zirytowana.
- Tak mam, ale nie do pani - dosłownie wysyczała May.
- Annie, poproszę twoich rodziców, aby przyszli do mnie w najbliższym czasie.
- Że co słucham? - zapytałam oburzona - to była May do jasnej cholery!
Zauważyłam, że powiedziałam za dużo, gdy nauczycielka zrobiła srogą minę.
- W takim razie poproszę, aby rodzice przyszli porozmawiać o was obu moje panny. Dawno nie widziałam was na lekcji, a teraz obie nie umiecie się zachować.
- To po nas - powiedziałam do mojej siostry.
- Cisza tam już, a teraz piszemy!
Nigdy nie lubiłam tej baby, ale teraz to jej już po prostu nienawidzę. Całą resztę lekcji przesiedziałam cicho i wszystko dokładnie notując. Gdy usłyszałam dzwonek byłam w siódmym niebie. Chciałam iść pogadać z May, ale ona najwyraźniej była bardziej zajęta eksplorowaniem wnętrza ust Alexa, więc poszłam przed siebie. Nie wiedziałam w jakim celu i gdzie dokładnie, ale nadal szłam. W końcu spostrzegłam się, że moje nogi doprowadziły mnie na zewnątrz. Miałam dość tego miejsca, chciałam jak najszybciej skończyć szkołę. Niestety zostało mi jeszcze półtora miesiąca. Postanowiłam, że na dziś starczy mi wrażeń, więc wróciłam do domu. Leżałam na łóżku i całe trzy godziny nie robiłam kompletnie nic poza słuchaniem mojego ulubionego zespołu 30 Seconds To Mars. Gdy zgłodniałam poszłam zrobić sobie płatki kukurydziane z dodatkiem rodzynek, maku, kolorowej posypki, białego cukru i cukru waniliowego. Brzmi ohydnie, ale jest naprawdę dobre. Usiadłam przed telewizorem i kolejne dwie godziny spędziłam oglądając jakiś kiepski film. Kiedy wreszcie się skończył, a ja umyłam miseczkę po moim słodkim eksperymencie do domu wróciła May. Nie była sama. Razem z nią przyszedł Alex. Szczerze mówiąc nie powiem, że się tego nie spodziewałam. May poleciła swojemu nowemu chłopakowi, aby usiadł koło mnie na sofie, po czym sama udała się na górę. Zostałam z nim sama. Nie miałam pojęcia o czym moglibyśmy rozmawiać. On najwyraźniej też. Zamiast tego przesiedzieliśmy tam na dole podsłuchując o czym rozmawia May. Chwila... Ona rozmawiała. Z Vicky... Co ona tam robiła? Cały czas tam była? Odłożyłam te pytania w mojej głowie i zaczęłam ponownie wsłuchiwać się w ich rozmowę.
- May, ja wracam do Ameryki.- Dlaczego? - nie słyszałam jej zbyt dobrze, ale i tak wyczułam w jej głosie smutek.
- Mój brat jest ciężko chory. Chcę być przy nim. Mam nadzieję, że mnie zrozumiesz.
- Tak, jasne, rozumiem. Jeśli musisz to wracaj. Ale jeszcze kiedyś musisz mnie odwiedzić. A teraz chodź tu się pożegnać.
Wiedziałam, że w tym momencie się przytuliły. Po chwili widziałam obie w korytarzu. Jeszcze raz się przytuliły. Victoria powiedziała na koniec 'cześć' i wyszła. Głupio spojrzałam się na Alexa, po czym mój wzrok ponownie utkwił na drzwiach.
- To ona cały czas była w naszym domu i ja o tym nie wiedziałam?! - darła się jak nienormalna.
- Boże, i co z tego?
- Nic kurwa. Nie zastanawia cię to? Weszła do zamkniętego domu i cicho siedziała w twoim pokoju nic sobie nie robiąc z tego, że ja tu jestem!?! - wiedziałam, że byłam coraz głośniej.
- Dałam jej zapasowe klucze. Tak na wszelki wypadek.
- Nie będę marnować swojego czasu. Idę do siebie.
- Idź, idź.
Gdy znalazłam się w moim pokoju mocno trzasnęłam drzwiami. Nie wiedziałam co mogę robić.
Oczami May
Po tej głupiej scence, którą odwaliła Annie postanowiłam pokazać Alexowi mój pokój. Kiedy już się do niego udaliśmy chłopak zaczął rozglądać się po nim. Po pewnym czasie znalazł mój album ze zdjęciami.
Oglądał zdjęcia,a po chwili powiedział coś, co mnie zawstydziło.
- Jaka słodka May.
- Boże.
Alex chciał jeszcze coś powiedzieć, ale przerwał mu Nick, który najwidoczniej wrócił ze szkoły i wszedł do mojego pokoju.
- Ma... - zaczął mówić - a to kto?
- Nick to Alex, Alex to Nick. Alex to mój yy...chłopak - odpowiedziałam mu.
Właściwie niepotrzebnie mu to powiedziałam , bo byłam pewna, że do wieczora moi rodzice jeszcze się o tym dowiedzą. Lepiej, żeby Nick im to powiedział, niż ja. Chociaż jednak wystarczy, aby Annie tego nie mówiła. Dodałaby za dużo szczegółów. Na twarz Nicka wdarło się zdezorientowanie.
- Dobra, ja nie przeszkadzam, tylko powiedz mi jedno. Wiesz gdzie poszła Annie?
- To nie ma jej?
- Wyminęliśmy się w drzwiach. Wiesz gdzie poszła?
- Nie bardzo.
- Szkoda, bo chciałem, jej podziękować za miłą pobudkę w nocy z dodatkiem bitej śmietany. Choć ty też się do tego przyczyniłaś - uśmiechnął się złośliwie
- Ej! To był jej pomysł. Ja tylko odrobinę pomogłam. - broniłam się.
- Nieważne. Jakbyś dowiedziała się co z nią daj mi znać.
Nie zdążyłam nic już powiedzieć, bo Nick sobie najzwyczajniej w świecie poszedł.
- O co w tym chodzi? - zapytał Alex.
- Siadaj, opowiem.
Oczami Annie
Wyszłam z domu. Znów nie wiedziałam po co. Zdałam się na łaskę moich stóp, a raczej całych nóg. Po kilkudziesięciu minutach stałam przed monopolowym, miejscem w którym pracowałam. Weszłam do środka i zobaczyłam uśmiechniętą dziewczynę za ladą, nikogo poza nią nie było. Mogła być starsza ode mnie co najwyżej 5 lat.
- Dzień dobry - powiedziała miło.
- Hej
- Na co ma pani ochotę? Wino?, szampan?, czy może coś mocniejszego?
- Właściwie, to nie chcę nic kupować
- A więc po co pani tu przyszła? - zapytała zdezorientowana
- Chyba do ciebie.
- Do mnie?
- Tak, jestem Annie. Też tu pracuję. Od poniedziałku od 17 do 22.
- Ach, to ty. Zastanawiałam się wczoraj km jesteś.
Obróciłam się o 360 stopni i powiedziałam 'ta dam'.
- Erin..
- Miło mi Erin - uśmiechnęłam się.
- Ile ty masz lat? Wyglądasz strasznie młodo
- Skończone 18, w listopadzie 19.
- Dałabym ci nie więcej niż 16. Dlatego zdziwiłam się jak tu weszłam.
- Nie doceniasz mnie - zaśmiałam się.
Gdy tak stałam przed nią do środka wszedł kto? A któż by inny mógł ?- Louis. Kurwa...
A co ja robię w nocy? Sprawdzam, korektuję rozdział i go wstawiam. Po co spać? xD/ Szlimaczek Demi