środa, 3 lipca 2013

Rozdział 1

OCZAMI ANNIE

Rano gdy się obudziłam spojrzałam na zegar i zauważyłam, że zaspałam. W piżamie zbiegłam na dół. Nikogo już w domu nie było. Szybko wpadam do łazienki. Zrobiłam podstawowy makijaż i uczesałam włosy. Następnie wróciłam do swojego pokoju i w duchu przeklinając wszystkich domowników za to, że nie raczyli zauważyć, iż nadal śpię założyłam dżinsowe rurki, białą bluzkę i czarne balerinki. Gdy już byłam gotowa bez śniadania wyszłam z domu. Złapałam pierwszą lepszą taksówkę. Podróż chociaż tak na prawdę była krótka strasznie mi się dłużyła. Kiedy zapłaciłam kierowcy weszłam na teren mojego liceum. To były już ostatnie miesiące mojej nauki w tym miejscu i z dnia na dzień coraz bardziej go nienawidziłam. Marzyłam już o moich upragnionych studiach we wrześniu. Po kilku minutach rozmyślań otrząsnęłam się. Zauważyłam, że i tak byłam już spóźniona na pierwszą lekcję, wiec bez pośpiechu skierowałam się w stronę mojej szafki. Wzięłam potrzebne książki i już kilka minut potem rozległ się dźwięk dzwonka. W kilka chwil do tej pory prawieże pustą przestrzeń zapełnił tłum nastolatków. To jeden z powodów mojego wstrętu do tej szkoły - banda wrzeszczących kretynów. Zza rogu wyszła moja siostra May. Wiedziałam, że będzie chciała mnie ochrzanić za moje spóźnienie, ponieważ pracowałyśmy razem na chemii, a ja dzisiaj zostawiłam ją samą.

- Annie, dziękuję Ci bardzo... Znowu musiałam pracować z tym debilem na chemii! - A nie mówiłam, że będzie się drzeć?
- To nie moja wina - odpowiedziałam jej
- Jak nie Twoja ?! - dalej wrzeszczała
- To ten cholorny budzik nie zadzwonił. A tak swoją drogą to mogłaś mnie obudzić. - broniłam się
- No i co jeszcze?
- Oj już tak nie jęcz - uspokoiłam May - z kim wogóle pracowałaś?
- Z Alexem, może nie było tak źle... Ale wiesz, jakoś nie lubię z nim pracować..
Chwile się zastanowiłam po czym odpowiedziałam - Nie kojarzę go
-Jak nie? Jest z nami w klasie, taki wysoki blondyn.
- I co z tego, że jest z nami w klasie? - oburzyłam się i skrzyżowałam ręce na piersi
- Dziwne.Dobra tam.Chodź coś zjeść, głodna jestem bo śniadania nie jadłam...
- Ja też.
Po chwili już byłyśmy w stołówce. Rozglądałam się za wysokim blondynem z naszej klasy.
- O patrz! Tam jest. - Powiedziała May
- Gdzie? Nie widzę.
- Spójrz w prawo, tam stoi
- Aaaaa...ten. Ciachem to on nie jest - rzekłam
- Ale najgorszy też nie jest.. - Uśmiechnęła się - Dobra, chodź usiadziemy.
Zjadłam tylko sałatkę, bo nie byłam aż taka głodna. Za to May wpieprzyła trzy hamburgery
- Jakie trzy? To były dwa! Umyj oczy!
- Pierdolona bliźniacza telepatia - zaśmiałam się
May też się śmiała, a potem powiedziała - Dobra chodźmy na lekcje, no chyba że ci się nie chce.
- Kiedykolwiek mi się chciało? - zażartowałam
- Kurde, poszłabym gdzieś. Co teraz mamy?
- Angielski. Omawiamy "Podróże Guliwera" Jonathana Swifta. - oznajmiłam zażenowana
- Serio chcesz iść?
- Nie, ale byłam tylko na przerwie. Jedna lekcja nie zaszkodzi
- Dobra, po angielskim się zrywamy oke?
- Nie powinnyśmy, ale jesteśmy już dorosłe. - stwierdziłam
- Więc gdzie idziemy?
- Na razie na angielski. Później pomyślimy - zaproponowałam.
- Dobra, to chodź bo się spóźnimy.
Weszłyśmy do klasy. Po lekcji zauważyłam Alexa. Podeszłam to niego i nic nie mówiąc dałam mu karteczkę z numerem May i napisem Zadzwoń. May ;* Nadal nic nie mówiłam. Po kilku sekundach zwykłego gapienia się odeszłam puszczając mu oczko. To zabawne, że osoby z naszej klasy nadal nas nie rozróżniają, nawet pomimo tego że jesteśmy inaczej ubrane. Zaśmiałam się w duchu i wyobrażałam sobie reakcję mojej siostry w momencie, gdy ten chłopak zadzwoni. W tłumie odnalazłam ją i podeszłam do niej.
- No co tam? - zapytała
- Co ma być?
- Co się tak gapisz i głupio uśmiechasz?!
Czyli zauważyła, że coś jest nie tak.
- Zapewne jeszcze dziś zobaczysz. Mniejsza z tym. To idziemy gdzieś - szybko zmieniłam temat, bo nie chciałam psuć jej niespodzianki - odpowiedziałam
- Dobra, tylko gdzie?
- Szczerze mówiąc nie rozmyślałam nad tym. - powiedziałam, a w myślach dodałam "wymyślałam jaki by Ci tu numer wyciąć". Zaśmiałam się i pociągnęłam ją za rękę w stornę wyjścia z budynku. Po drodze zastanawiałam się, czemu nie jesteśmy zwykłym rodzeństwe nienawidzącym się do szpiku kości, ale z drugiej strony kochającym do granic możliwości, tak jak z Nickiem. My się tylko kochałyśmy. To mnie cieszyło i przerażało naraz. Gdy stałyśmy przy dzrzwiach już na podwórku stanęłam i czekałam, aż coś powie
- No i co teraz mądralo? - odezwała się
- Czekam na twoje pomysły tępa pało - mówiąc to postawiłam nacisk na ostatnie słowa
- Ty pizdo!
- Może po prostu wrócimy do domu? - udawałam, że tego nie słyszałam
- A są rodzice?
- Pracują dziś do późna w nocy. Oboje.
- A Nick?
- Pierdolić Nicka. Idziemy? - zaśmiałam się



Neutralne

May szła przodem, Annie troszkę z tyłu. Annie ciągle chichotała, May zastanawiała o co jej chodzi, myślała i myślała, ale na nic nie wpadła.. Wkońcu dotarły do domu. May wyciągnęła klucze, otworzyła dom. A w domu kogo zostały? Oczywiście, że Nicka. Jak zwykle nikt go nie przypilnował, żeby poszedł do szkoły. May i Annie oczywiście się zdenerwowały, ponieważ Nick miał już problemy z ucieczkami. Musiały zastępować rodziców, gdyż oni całymi dniami pracowali. May oczywiście zaczęła krzyczeć
- Nick! Możesz nam wyjaśnić co Ty robisz w domu?! Miałeś być w szkole!
- Zrozumcie, nie mam siły już chodzić do tej szkoły!
Nagle awanturę przerwał telefon. Annie podeszła go odebrać, okazało się że dzwoni jego wychowawczyni dzwonio dnośnie jego nieobecności. Zapytała się czy może rozmawiać z którymś z rodziców, był problem bo żadnego z rodziców nie było... Annie nie wiedziała co ma zrobić więc dała telefon May. May rozmawiała z wychowawczynią Nicka, była wściekła ponieważ Nick był w dosyć ciężkiej sytuacji, udało się to sytuację załagodzić, obiecała że Nick zacznie przychodzić do szkoły. May skończyła rozmawiać. Annie zapytała się o co chodzi. May wyjaśniła, że Nick ma probkemy w szkole, nie chodzi tu o oceny, bo oceny są całkiem niezłe, lecz o nieobecności. Albo zacznie chodzić do szkoły, albo go przeniosą.
- Nick jutro idziesz do szkoły! Rozumiemy się? - zapytała zdenerwowana Annie
Na to Nick odpowiedział
- Dobra pójdę, tylko nie mówcie nic rodzicom, błagam was
- No dobrze. - powiedziały bliźniaczki
Chłopak podszedł do nich, przytulił je i powiedział
- Co ja bym bez was zrobił?!
- Jesteś naszym bratem, zawsze ci pomożemy. - odpowiedziała Annie


OCZAMI ANNIE

Nick się zaśmiał, a ja przeprosiłam jego i May, po czym wgramoliłam się na schody idąc w stronę swojego pokoju. W połowie May mnie zatrzymała i zapytała gdzie idę, na co ja wystawiłam język. Obie się zaśmiałyśmy. May wróciła do salonu, a ja udałam się do mojej sypialni. Uwaliłam się na łóżku i tak leżałam. Myślałam o wszystkim i o niczym. Po kilkudziesięciu minutach wpadłam na pomysł znalezienia pracy dorywczej. Nie wiem czemu, nie pytajcie. Zbiegłam po schodach i tak po prostu wyszłam na ulice Londynu. Moje rodzeństwo nawet nie zauważyło, że wyszłam. Kij im w dupę i krzyżyk na drogę. Po chwili spaceru stanęłam naprzeciw pewnego sklepu. W oknie była wywieszona kartka Poszukujemy pracownika. Bez wahania weszłam do środka i przyjęłam posadę kasjerki. Wracając uśmiechnięta do domu nie wytrzymałam. Chciałam się tą informacją z kimś podzielić. Wyjęłam telefon i do niej zadzwoniłam. 
- May, nie uwierzysz. Od przyszłego tygodnia pracuję w monopolowym - wyryczałam do słuchawki i się rozłączyłam

Bardzo możliwe, że drugi rozdział pojawi się już jutro. Za wszelkie błędy przepraszamy. Wiemy, że to miało być opowiadanie z 1D, ale poczekajcie, to się dopiero rozkręca (; Życzymy miłego czytania i oczekujemy ciekawych komentarzy <3 / Demi i Szalona

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz